Ta tarta miała mi się nie udać. Albo inaczej: na pewnym etapie jej przygotowania byłam pewna, że nic z tego nie wyjdzie. Że będzie się rozpadać, rozłazić, że będzie niesmaczna. Całe wieki nie robiłam tart. Ani quich..ów? Quichy? Ani wytrawnych, ani słodkich. Ani tart wegańskich, ani takich wiecie – normalnych. 😉 A wegański, kruchy spód do tarty wegańskiej w ogóle robiłam po raz pierwszy. Wiele schodów i duża niespodzianka. Bo tarta okazała się być bardzo smaczna. I przypadkowo okazała się nie być ot, zwykłą, wytrawną tartą, ale wegańskim Quiche Lorraine.

No dobra, słuchajcie. Wiadomo, że nie jest to klasyczny Quiche Lorraine. I to nie tylko przez oczywistą oczywistość, że nie ma w niej boczku. Ale dlatego, że np. dodałam tu zieleninę, której w tej klasycznej wersji nie ma. Ale odrobina zielonego nigdy nie zaszkodzi, c’nie? Ostatecznie wyszła mi bardzo smaczna wegańska tarta wytrawna. Pardą. No quiche, nie tarta, bo między jednym a drugim jest pewna różnica, więc tych nazw nie powinno używać się zamiennie (choć różnie z tym bywa). Ale ja używam. Jestem stara i szalona. Wolno mi.
PS Różnica między tartą a quiche leży w wypełnieniu, spód do tarty i do quiche może być taki sam.
Na wegański Quiche Lorraine składają się dość proste składniki. Takie, które RACZEJ nie powinny zaskoczyć żadnego weganina. Nie ma w niej szczególnych wymyślunków, które najpierw trzeba zguglować, a dopiero potem idzie się po nie do sklepu. Tofu to już standard w większych sklepach. Najwięcej trudności mogą sprawić płatki drożdżowe, choć tak jak mówiłam – wegan raczej nie zaskoczą. U mnie na wsi takich rzeczy oczywiście nie ma, ale zaopatruję się w nie, kiedy raz na jakiś czas wyskakuję do miasta.
